Wybory 2015

Zdeklarowani demokraci przerażeni …demokracją

Grudzień 27, 2015 14:33

Autor: Sławomir Śmiełowski

 

W obronie demokracji stanęły oczywiście wszystkie polskojęzyczne media. „Hiena Roku” wyszła nawet ze swej redakcji i pokrzykiwała na ulicy, broniąc zaciekle demokracji. Wesoły adwokat Romek dostał ataku demokratycznej padaczki, podskakując i wykrzykując podczas manifestacji. Piana z ust wycieka wszystkim obrońcom demokracji.

Sytuację mamy niezwykłą. Otóż wszelkiej maści zdeklarowani miłośnicy demokracji, skupieni wokół „komitetu obrony demokracji”, manifestują … . No właśnie, przeciwko komu i czemu demonstrują ?! Kuriozum sytuacji polega na tym, że wyrażają swój sprzeciw wobec jak najbardziej demokratycznie wybranym rządom Prawa i Sprawiedliwości.

Kończący się rok przyniósł nam podwójne wybory, prezydenckie i parlamentarne. Efektem wyboru ludu pracującego miast i wsi jest to, że mamy Prezydenta RP wywodzącego się z PiS, panią Premier i kierowany przez nią rząd rekrutujący się z członków PiS oraz partyjek satelitarnych, a także większość parlamentarną złożoną z posłów i senatorów PiS. Nad tym wszystkim czuwa oczywiście sam prezes PiS, zwany też przez niektórych „naczelnikiem państwa”.

Ja osobiście (mimo, że jestem krytykiem demokracji) nie widzę w tym nic nadzwyczajnego, takie są reguły gry, tak wybrał naród, taką sytuację przewiduje demokracja. Bardzo natomiast oburzeni są tym stanem rzeczy (o ironio !) zdeklarowani demokraci ! Wyznają oni bowiem zasadę wyrażoną bardzo obrazowo przez Manię Pawlak w niezapomnianej komedii Sylwestra Chęcińskiego „Sami swoi”. Kobieta ta, odprawiając syna Kazimierza Pawlaka na rozprawę sądową włożyła mu do kieszeni marynarki granat, dodając pamiętne słowa: „Sądy, sądami, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. Podobnie rzecz się ma z naszymi zdeklarowanymi demokratami. Owszem, uznają oni demokrację, ale pod warunkiem, że władza w niej jest po ich stronie. Nie odpowiada im najwyraźniej ta odmiana demokracji, w której władzę ma ktoś inny. Stąd te protesty, pokrzykiwania, jazgot medialny, a nawet prośby zagraniczne o przywrócenie w Polsce demokracji (te prośby zagraniczne to nie wszyscy, to tylko ten „gorszy sort”).

Jak więc widzimy demokracja w czystej formie zaskoczyła samych zdeklarowanych demokratów. Pierwszy raz bowiem po 1989 roku rząd tworzy jedna w zasadzie partia, większość parlamentarną stanowią członkowie jednej partii, a i nogi Prezydenta wyrastają z tego samego korzenia. Mamy więc idealnie klasyczny model demokracji – nic dodać, nic ująć. Co więc może w tej sytuacji nie podobać się zdeklarowanym miłośnikom demokracji ? Ano właśnie to o czym już wspomniałem – utrata władzy ! Na taką demokrację nie mogą się zgodzić, stąd różne formy zdestabilizowania sytuacji w kraju i próba doprowadzenia do przedwczesnych wyborów. Naród najwyraźniej bowiem pomylił się w swym wyborze, nie zrozumiał na czym polega demokracja (ta właściwa oczywiście), więc musi wybrać ponownie, już tym razem bezbłędnie.

A czymże jest sama demokracja? Uważam, że jednym z najgłupszych systemów jakie wymyślił człowiek. Już najstarsze demokracje przekonały się o tym, że prowadzi ona do anarchii i destabilizacji państwa. Starożytna Grecja jest tego najlepszym przykładem. Platon zdefiniował demokrację jako „rządy motłochu”. Szerzej wypowiedział się na ten temat Arystoteles twierdząc, że „demokracja jest najgorszym z możliwych ustrojów, bowiem są to rządy hien nad osłami”. Nie wszyscy laureaci Nagrody Nobla zapewne wiedzą, że sam patron tej nagrody, Alfred Nobel, uznał demokrację jako „rządy szubrawców”. Przenosząc pojęcie demokracji na nasze dzisiejsze, polskie podwórko, to uważam, że najtrafniej zdefiniował ją Grzegorz Braun twierdząc, że „w demokracji rządzą służby, mafie i loże”. W zasadzie wszystkie powyższe definicje można by przyłożyć jako szablon do dzisiejszej naszej demokracji. Osobiście uważam, że demokracja to tak naprawdę niewiele znaczący termin – frazes, służący jednak (zarówno rządzącym jak i opozycji) do cynicznego uzasadniania swego postępowania i ogłupiania niewiele rozumiejącego ludu. To forma tyranii większości nad mniejszością.

Owszem, jak najbardziej można i trzeba sprzeciwiać się temu, ale pod warunkiem, że jest się antydemokratą. Całkowicie natomiast sprzeczne z logiką jest manifestowanie niezadowolenia z wyniku demokratycznych wyborów przez zdeklarowanych demokratów. Przypomnę tylko, że przecież Adolf Hitler również doszedł do władzy w wyniku demokratycznych wyborów. Czym to się skończyło dla III Rzeszy oraz dla świata wszyscy wiemy, ale przecież samego (demokratycznego jak najbardziej) wyboru nie mamy podstaw podważać.

Ale przejdźmy z teoretyzowania na polskie podwórko. Sądzę, że większość zainteresowanych tak naprawdę ma podobne do mojego zdanie o demokracji, jednakże poprawność polityczna nie pozwala im niepochlebnie wyrażać się o demokracji. Pod hasłami obrony demokracji, na naszych oczach rozgrywa się tak naprawdę brutalna walka ze strony zdeklarowanych demokratów o władzę, o tę utraconą władzę. To najbardziej boli i przyprawia o mdłości tych zdeklarowanych demokratów. Niemiecka partia dla Polaków zwana Platformą Obywatelską i jej komunistyczny sojusznik, Zjednoczone Stronnictwo Ludowe, utracili oficjalne przywileje, synekury i inne wiążące się z posiadaniem władzy prerogatywy. Od źródła został też odcięty unijno – niemiecki pasożyt drążący naród tubylczy przez ostatnie osiem lat. Opodatkowaniem zagrożone są też międzynarodowe koncerny handlowe oraz banki będące w rękach narodu, mającego swój kraj w Palestynie. Czy to nie wystarczające powody do …walki o obronę demokracji ?!

Zirytowany zagrożeniem demokracji „gorszy sort” poskarżył się nawet zagranicznym demokratom. Znany i lubiany niemiecko – żydowski demokrata Martin Schulz grozi więc polskiemu rządowi, że w ramach sojuszu unijnego siłą przywróci w Polsce demokrację. Niemiecka, ale nie tylko, prasa wylewa żale na temat zagrożenia demokracji w samym środku Europy. W obronie demokracji stanęły oczywiście wszystkie polskojęzyczne media. „Hiena Roku” wyszła nawet ze swej redakcji i pokrzykiwała na ulicy, broniąc zaciekle demokracji. Wesoły adwokat Romek dostał ataku demokratycznej padaczki, podskakując i wykrzykując podczas manifestacji. Piana z ust wycieka wszystkim obrońcom demokracji.

Aby stworzyć jakieś pozory walki o demokrację za płaszczyznę sporu obrano sobie Trybunał Konstytucyjny. Tak naprawdę obie zantagonizowane strony sceny politycznej uchwalając ustawy o TK łamały Konstytucję i podstawowe zasady prawne, rządy PO – ZSL nie wykonały około 50 wyroków TK, a sam Trybunał już dawno swoimi poczynaniami (także swego prezesa) zatracił niezbędny mu autorytet. Zresztą zgodnie z ideą demokracji suwerenem jest naród, czyli jego przedstawiciele w parlamencie. Dlaczego więc zdeklarowani demokraci nie uznają wyższości narodu (patrz: parlamentu) nad TK, tak zaciekle walcząc o wyższość wyroków TK nad wolą narodu ?! Przecież to sprzeczne z koncepcją demokracji.

Odpowiedź jest jedna. Przecież nie o demokrację tu chodzi, nie o Trybunał Konstytucyjny tu chodzi. Trwa brutalna walka o władzę. Po ośmiu latach zażywania narkotyku władzy organizm uzależnił się. Uzależnił się do tego stopnia, że nagłe odstawienie spowodowało ataki padaczki, ślinotoku, histerii i paniki. Niezbędna jest więc niezwłoczna detoksykacja!

Foto: Wikimedia Commons

autor:
Sekretariat

Komentarze