Wybory 2015

Rzecz o Trybunale Konstytucyjnym

Grudzień 12, 2015 17:58

Ostatnich kilka tygodni upłynęło pod znakiem sporów o poprawność wyborów sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Spór ten ma oczywiście polityczny kontekst ale nie znaczy to że nie może podlegać prawnej analizie. Warto tutaj wspomnieć, że Trybunały Konstytucyjne w europejskiej kulturze prawnej nie stanowią typowej władzy sądowniczej. Są bowiem sądami prawa a nie sądami faktów. Ich podstawowym zadaniem jest określanie zgodności aktów niższego rzędu z aktami wyższego rzędu, przede wszystkim konstytucją. Z tego też powodu Trybunały Konstytucyjne określa się „negatywnymi ustawodawcami” (usuwają bowiem z obiegu wadliwe normy prawne), bądź „strażnikami Konstytucji”. Rozstrzyganie w indywidualnych sprawach tylko epizodycznie jest przypisane kompetencjom Trybunału Konstytucyjnego, tak na przykład polski Trybunał Konstytucyjny może orzekać o zgodności działań poszczególnych partii politycznych z konstytucją, lub rozstrzygać spory kompetencyjne pomiędzy najważniejszymi organami państwa. Widać zatem wyraźnie, że Trybunał Konstytucyjny nie wpisuje się w klasycznie rozumiany trójpodział władzy. O ile bowiem wybór sędziów odbywa się niezależnie od większości parlamentarnej, o tyle to właśnie sejmowa większość jest w świetle polskiej konstytucji uprawniona do wyboru członków Trybunału Konstytucyjnego. Rzecz jasna Trybunał Konstytucyjny ze swej istoty jest powołany do kontroli i nadzoru prac legislacyjnych i tym samym nie mógłby poprawnie spełniać swojej funkcji będąc w pełni od legislatywy zależny. Jedyny jednak mechanizm gwarantujący tę niezależność w polskim systemie rozłożony w czasie wybór piętnastoosobowego składu Trybunału Konstytucyjnego połączony z dziewięcioletnią kadencją sędziów. Dzięki temu sędziowie są co do zasady wybierani przez różne sejmowe większości. Konstytucja niewiele mówi na temat procedury wyboru sędziów. Teoretycznie zatem dana sejmowa większość mogłaby sobie zapewnić przewagę w Trybunale Konstytucyjnym uchwalając ustawę o wyborze sędziów Trybunału na kilka kadencji do przodu. Takim nadużyciom miał zapobiegać ukształtowany zwyczaj konstytucyjny zgodnie z którym dopuszczało się jedynie wybór przez sejmową większość tylko tych sędziów których kadencja upływała w czasie kadencji wybierającego ich następców sędziów. Tę tradycję po raz pierwszy z premedytacją złamała koalicja PO-PSL wybierając pięciu sędziów Trybunału, choć kadencja dwójki poprzednich sędziów upływała już po wyborach parlamentarnych, a tym samym oczywistym wydawało się pozostawienie wyboru dwójki pozostałych sędziów kompetencji nowo wybranego sejmu. Warto przy tym zauważyć, że zdaniem wielu konstytucjonalistów dokonując w ostatniej chwili zmian w sposobie wybieraniu sędziów koalicja PO-PSL złamała wielokrotnie przytaczaną w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego zasadę ciszy legislacyjnej, zgodnie z którą zasady wyboru członków ciał kolegialnych nie mogą być zmieniane w ostatniej chwili. Ma to zapobiegać ustalaniu zasad wyboru wyłącznie w oparciu o bieżące polityczne potrzeby. Wbrew temu co można przeczytać i usłyszeć w mediach głównego nurtu nie jest do końca jasne jakie skutki prawne niósł ze sobą brak odbioru przez Prezydenta RP jeszcze za poprzedniej kadencji sejmu przysięgi od kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego wybranych przez poprzednią koalicję rządową. Należy bowiem w tym miejscu przytoczyć niekwestionowaną przez nikogo zasadę dyskontynuacji zgodnie z którą procedury rozpoczęte w trakcie danej kadencji sejmu musza być w trakcie tej kadencji zakończone, inaczej nie wywołują skutków prawnych i trzeba je wszcząć na nowo. Skoro zatem w czasie poprzedniej kadencji procedura wyboru nowych sędziów Trybunału nie została zakończona ich przysięgą, wyboru należy dokonać ponownie, tak w każdym razie konkludują zwolennicy tezy o legalności wyboru „pisowskiego składu Trybunału”. Zresztą to własnie zasada dyskontynuacji powoduje, że obywatelskie projekty ustaw wniesione w trakcie danej kadencji sejmu do laski marszałkowskiej, które nie zostały poddane pod głosowanie nie mogą stać się przedmiotem obrad parlamentu kolejnej kadencji. Wbrew pozorom tych wątpliwości w cale nie rozstrzyga ostatecznie ostatni wyrok Trybunału Konstytucyjnego, dla przedstawicieli doktryny prawa konstytucyjnego jest on bowiem dyskusyjny choćby z tego względu, że zapadł w okrojonym pięcioosobowym składzie sędziowskim, podczas gdy dla spraw o szczególnym znaczeniu wymagany jest skład minimum dziewięciu osobowy. Trudno natomiast nie uznać, że ważność wyboru sędziów Trybunału Konstytucyjnego nie ma szczególnego znaczenia. Na koniec należy zauważyć, że argument przeciwników obecnego rządu jakoby dla zapewnienia tego aby pięciu nowych sędziów Trybunału było na pewno wybranych zgodnie z konstytucją, jest nie do końca ścisłe. Polska konstytucja przewiduje bowiem utrzymanie w mocy sprzecznych z konstytucja aktów nawet do 18 miesięcy. Możliwe i absolutnie zgodne z prawem byłby zatem wyrok Trybunału Konstytucyjnego zgodnie z którym procedura wyboru sędziów Trybunału dokonana przez większość PO-PSL była sprzeczna z konstytucją, nie mniej jednak musi zostać zmieniona dopiero za jakiś czas, a tym samym wadliwie wybrani sędziowie nie tracą stanowisk. Batalia Prawa i Sprawiedliwości o Trybunał Konstytucyjny ma oczywiście polityczny charakter, ale jej prawne aspekty wbrew pozorom wcale nie są jasne. W szczególności nie można się zgodzić na łatwą interpretację zgodnie z którą sprzeczny z konstytucją wybór dwóch sędziów przez PO-PSL to zaledwie uchybienie, a dyskusyjna poprawność wyboru trzech sędziów przez PIS stanowi zamach stanu.

autor:
Piotr Głowacki

Komentarze