Wybory 2015

Prezydencki projekt utrzymania nierówności wśród kredytobiorców

Styczeń 16, 2016 18:54

Autor: Sławomir Śmiełowski

Dlaczego więc państwo, na tej samej zasadzie, nie zainteresuje się osobami pokrzywdzonymi z tytułu zawarcia niekorzystnej umowy kupna – sprzedaży?! Czy mogę liczyć na interwencję państwa, gdy niekorzystnie kupię samochód? Wątpię.

 banknot

W pierwszą rocznicę „czarnego czwartku” i uwolnienia kursu franka wobec euro Kancelaria Prezydenta RP przekazała środowisku „frankowiczów” projekt ustawy „o sposobach przywrócenia równości stron” w umowach o kredyty walutowe. Przedstawiony projekt zakłada między innymi przeliczenie walutowego kredytu hipotecznego na złote po „sprawiedliwym” kursie. Nie bardzo wiem o jaką „sprawiedliwość” chodzi w tym projekcie, domyślam się jedynie, że o tzw. lewacką „sprawiedliwość społeczną”, która jak wiemy ze sprawiedliwością ma tyle wspólnego, co szafa na ubrania z szafą grającą.

Całe larum wybuchło rok temu po niespodziewanym skoku kursu franka szwajcarskiego. Raz na kilka lat ma miejsce takie wahnięcie, tak też stało się w ubiegłym roku. Najbardziej „pokrzywdzonymi” w tej sytuacji stali się oczywiście kredytobiorcy, którzy zaciągnęli zobowiązania we frankach, zwani dalej „frankowiczami”. Do głosu doszli, jak zwykle w takich sytuacjach wszelkiej maści „eksperci” finansowi, a także (a nawet przede wszystkim) politycy, którzy jak wiemy są specjalistami w każdej dziedzinie. Zaczęły padać tragikomiczne hasła typu: „klienci banków postawieni pod ścianą”, „państwo musi szanować obywateli”, „trzeba pomóc „frankowiczom” i inne tego typu fanaberie. Byli nawet tacy „eksperci”, którzy przewidzieli dalej idące konsekwencje skoku kursu franka, którymi miały być …zmiany demograficzne. Według tej teorii wzrost kursu waluty szwajcarskiej spowoduje zmniejszenie (i tu uwaga!) …wskaźnika urodzeń w Polsce. Osobiście nie wpadłbym na tego typu wnioski, no ale ja mam wytłumaczenie, nie jestem przecież ekspertem.

Poprzedni rząd, jak to bywa w takich sytuacjach, zaczął udawać że coś robił w tej sprawie, minister Mateusz Szczurek rozmawiał z przedstawicielami banków, spotykał się Komitet Stabilności Finansowej, etc. Spotykali się, naradzali, debatowali, natomiast wszyscy dobrze wiemy, że były to ruchy na pokaz. Ówczesna opozycja zgodnie ze swoją rolą zaczęła atakować rządzących, żądając udzielenia pomocy „frankowiczom” – przodowali w tym socjaliści (zarówno prawdziwi jak i ci farbowani). Nie bardzo jednak wiem w jaki sposób państwo (czyli my wszyscy) miałoby pomóc osobom w realizacji zawartych, dobrowolnie zresztą, umów cywilnoprawnych, jakimi są umowy kredytowe.

Sytuacja miała miejsce w roku podwójnych wyborów, więc wszyscy chcieli przypodobać się wyborcom (wśród których byli i są przecież „frankowicze”), stąd w kampaniach zawarto ten problem. Teraz natomiast nadszedł czas wywiązywania się z obietnic wyborczych, stąd wspomniany na początku projekt ustawy .

Ja natomiast, jako osoba niezależna od humoru wyborców, w tym „frankowiczów”, pozwolę sobie wykazać niedorzeczność jakiejkolwiek pomocy państwa tej, tak strasznie „pokrzywdzonej”, grupie osób.

Po pierwsze. Umowa kredytu jest, jak już wspomniałem powyżej, dobrowolną umową cywilnoprawną zawartą pomiędzy dwoma niezależnymi podmiotami, więc jakakolwiek ingerencja państwa jest tu całkowicie nielogiczna i niezrozumiała. Byłby to precedens, który mógłby zapoczątkować „wtrącanie” się państwa w inne rodzaje umów, np. kupna – sprzedaży, czy najmu. Dlaczego więc państwo, na tej samej zasadzie, nie zainteresuje się osobami pokrzywdzonymi z tytułu zawarcia niekorzystnej umowy kupna – sprzedaży?! Czy mogę liczyć na interwencję państwa, gdy niekorzystnie kupię samochód? Wątpię.

Po drugie. Każda umowa zawierana jest przez osoby mające pełną zdolność do czynności prawnych, a tym samym w pełni świadome swoich czynów (w przeciwnym wypadku umowa taka byłaby nieważna z mocy prawa). Każda umowa niesie też ze sobą jakieś ryzyko, które strony umowy muszą wkalkulować i niewątpliwie zrobiły to, albowiem zawarcie umowy kredytowej nie jest przecież codziennym zakupem, powiedzmy bułki. Mówiąc (a raczej pisząc) obrazowo i kolokwialnie: widziały gały co podpisywały!

Po trzecie. Każdy średnio rozgarnięty człowiek wie, że kredyt długoterminowy zaciąga się w walucie, w której osiąga się dochody. Wiedzieli o tym doskonale „frankowicze”, ale biorąc kredyt we frankach liczyli na „zysk” wynikający z wahnięć „w dół” kursu. Było to więc świadome ryzyko, ale czy losem każdego hazardzisty powinno interesować się państwo?! W ogólnym rozrachunku był to kredyt w pewnym stopniu ryzykowny, ale (do ubiegłego roku chociażby) korzystny, o wiele korzystniejszy od kredytu złotówkowego. Duże skoki waluty „w górę” mają miejsce raz na trzy, cztery lata i wówczas wywoływana jest sztucznie panika. W okresach prosperity (niski kurs) zarówno kredytobiorcy, jak i „eksperci” nie mówili nic; zapadła cisza, a „frankowicze” zaciskali ręce ze szczęścia. A może by tak podzielili się „zyskami”, na zasadzie wzajemności, z państwem lub ze „złotówkowiczami”?!

Po czwarte. Nie bardzo wiem (może dlatego, że nie jestem ekspertem) w jaki sposób państwo miałoby pomóc tym „pokrzywdzonym” przez los „frankowiczom”. Możliwe, że wszyscy Polacy złożą się i spłacimy ich zadłużenie.

I w tym momencie dochodzimy do zasadniczego pytania: A co ze wspomnianymi już „złotówkowiczami”?! Sam nim jestem, stąd moje wielkie zainteresowanie. Przecież międzynarodowa banksterka nie oszczędza nikogo, a jak już wspomniałem, kredyt złotówkowy jest o wiele droższy od frankowego. Przecież nie trzeba nikogo uświadamiać, że jeśli banki stracą na przewalutowaniu kredytów frankowych, to przerzucą obciążenie na kredytobiorców złotówkowych.

Rozumiem, że Pan Prezydent chce spełnić obietnicę wyborczą, ale ze sprawiedliwością (choć w tytule o niej wspomniano) projekt ten niewiele ma wspólnego. Zresztą uzasadnienie projektu ustawy nie zawiera żadnych analiz finansowych. Mam wrażenie, że jest to kolejna ustawa pisana „na kolanie”, aby tylko wywołać wrażenie spełniania obietnic wyborczych.

Niestety ewentualne wejście w życie przedmiotowej ustawy, wbrew swemu założeniu, nie zlikwiduje nierówności stron, bowiem banki zawsze będą miały pozycję dominującą. Już słychać głosy, że „frankowicze” nie są w pełni usatysfakcjonowani rozwiązaniami. Ustawa ta jedynie utrzyma nierówność wśród kredytobiorców.

Foto: Wikimedia Commons

autor:
Sekretariat

Komentarze

  • regent

    Nie wiem, kto personalnie odpowiada za ten bełkot, ale nie mogę się powstrzymać, żeby stwierdzić, że kolejny „ograniczony horyzontalnie” osobnik zabrał głos. Po pierwsze (może wreszcie choć tutaj do kogoś dotrze!!!) nie chodzi o żadną pomoc w sensie dopłat do kredytów tzw. „frankowych”, ale o PRAWO (!!!), które zostało złamane. Nie każdy kredytobiorca, to ekspert od prawa bankowego i podpisując umowę ma prawo sądzić, że treść umowy zawiera się w ramach prawnych obowiązujących w państwie (od tego jest m.in. KNF!!!). I w tym kontekście („…Czy mogę liczyć na interwencję państwa, gdy niekorzystnie kupię samochód? Wątpię. …”), czy umowa zawarta np. na uduszenie przysłowiowej teściowej też powinna pozostać sama sobie jako swoisty kontrakt cywilno-prawny?! Rozumiem wolnościowe myślenie, ale jak czytuję takie brednie o próbie wyłudzenia przez „frankowiczów” kasy od państwa, to zaczynam powątpiewać, czy głosicielami tej idei są ludzie myślący. Polecam więc szczucie „frankowiczów” na złotówkowiczów” i vice versa pozostawić banksterom, bo wybitnie leży to w ich interesie i przestać robić wodę z mózgów ludziom. Pozdrawiam, sympatyk UPR od lat 90-tych.